Badum Badum Badum
Cudownymi czarami znaleźliśmy się w Portugalii. I jak tylko skończę wszystko szykować do drogi napiszę o tym jaki ten kraj wspaniały. Jak ludzie się uśmiechają na ulicy i w metrze, i jak Polski akcent jednak nas nie opuścił w marinie Cascais oraz ile waży Szymon jak trzeba go wtargać na maszt. Ale najpierw by zaspokoić ciekawość ciekawskich i ukoić nerwy tym co się denerwują chciałbym oświadczyć, że na blogu pojawił się nowy guzik po którego kliknięciu przejdziemy na stronę z pozycją jachtu :)
A oto instrukcja :
Pozdrawiam z cudownego miejsca gdzie nawet w nocy jest 15 stopni
Paweł !
Przygotowania do samotnych regat przez Atlantyk, Budowa jachtu, kłopoty i przygody.
piątek, 4 listopada 2016
poniedziałek, 3 października 2016
Ostatni rejs
Ostatni Polski rejs przed regatami odbyłem wtorek-środa zeszłego tygodnia. W planach-sprawdzić ostatecznie łódkę przed regatami . W Poniedziałek za pomocą Kasi, Oli oraz Grześka, który pomaga mi od początku budowy nie tylko rękoma, ale także dużą wiedzą, przetransportowałem Meluzynę z mojego macierzystego portu na Górki. Ok. 1 w nocy zakończyliśmy mocowanie anteny na maszcie i innych.drobnych rzeczy. Zdrzemnąłem się 3 godzinki i od 5 próbowałem się uporać z całą resztą. Ucha do wpięć, life liny, mocowanie zejściówki itp.
Z porannym słonkiem, gdy zeszła mgła, żagle w górę i rura na zatokę. Kurs 015 i lecimy, by minąć Hel jak najszybciej. Słowo najszybciej jednak nie było odpowiedzią na panujące warunki. Wiatr 2B niespecjalnie napędza jacht typu setka do żwawego płynięcia. Wlokę się ok 2-3 węzłów i taka prędkość utrzymała się aż do polskiego Władywostoku-Władysławowa. Bojkę WLA mijałem ok. 1 w nocy. Korzystając ze słabego wiatru, drzemałem po 10 min spoglądając co chwila na okolicę. Prognozy na następny dzień nie wróżyły nic dobrego. Najpierw 4 później 6 na końcu do 8 B ok 12:00. Nie chcąc się wygłupiać szukając dźwigu w Ustce robię w tył zwrot i wracam na Gdańsk. Nocka na morzu będzie odpowiednim ćwiczeniem i sprawdzeniem jachtu przed regatami. O 2-3 w nocy zaczęło się rozwiewać. Założyłem 1 ref. Prędkość wzrosła, na sen czasu już nie będzie. O 5 wychodzę zza kosy i łapię wiatr od którego osłaniał mnie półwysep. Zakładam 2 ref. I tu zaczęła się na prawdę dobra jazda. Meluzyna lubi mocny wiatr, taki 4-6B. Na falach podskakuje jak piłeczka a gdy się rozpędzi potrafi nawet przeciąć kilka z nich nim kolejne ją wyhamują. Trochę pochlapało, trochę dziadów przeszło przez pokład, po pierwszym z nich przypomniałem sobie o istocie zamykania zejściówki. Niby zimno, ale radość z jazdy jakoś rozgrzewała-tak jak herbata przygotowana w kubku termicznym. Ostatecznie zepchnęło mnie go Gdyni gdzie wszedłem trochę po 12:00 gdy już wiało fest ! Tam już się wyciągaliśmy dwa dni później by kończyć przygotowania do wyprawy.
Po rejsie przyszło mi kilka myśli:
- podtrzymuje zeszłoroczną opinię, że jesienią na Bałtyku jest zimno
- nie ma się żadnego wpływu na to, w co się uderzy w nocy
- prosty samoster wiatrowy też działa dobrze byle by był wyważony
- po kilku nieprzespanych nocach organizm zaczyna funkcjonować zupełnie inaczej (człowiek czuje się ociężały, jakby przywiązali mu cegły do rąk i nóg, Trzeba racjonalnie dawkować sen by nie popaść w zbytnie zmęczenie)
- dołożę relingi (niby małe nic a jednak coś)
- dużo dużo dużo odblasków !!! wszędzie gdzie się da trzeba umieścić odblaski (lepiej widać, gdy statek świeci na nasz okręt, warto jednak z pozycji "za sterem" sprawdzić by taśma nie oślepiała nas, gdy świecimy latarką)
- kurczak curry z ryżem jest smaczniejszy od gulaszu
- w Gdyni jest fajniejsza marina (i tańsza) niż wiadoma marina na Górkach ;)
- dużo dużo dużo odblasków !!! wszędzie gdzie się da trzeba umieścić odblaski (lepiej widać, gdy statek świeci na nasz okręt, warto jednak z pozycji "za sterem" sprawdzić by taśma nie oślepiała nas, gdy świecimy latarką)
- kurczak curry z ryżem jest smaczniejszy od gulaszu
- w Gdyni jest fajniejsza marina (i tańsza) niż wiadoma marina na Górkach ;)
W niedzielę wyjąłem wszystko z jachtu, wywiesiłem żagle do suszenia i z Kasią umyłem środek. Jeszcze kilka dni na przygotowanie reszty. Wyrobimy się ! :)
czwartek, 22 września 2016
Jak zostałem spawaczem ?
Miasto Gdańsk. Miasto, które słynie ze stoczni, przemysłu jachtowego posiada setki spawaczy, tyle że... nikt nie ma czasu. Po kilku miesiącach próby znalezienia fachowca poziom zirytowania sprawił, że postanowiłem wziąć sprawy w swoje ręce. Od razu przestrzegam potencjalnych spawaczy, że znajdzie się grono "fachowców" którzy będą gadać jakie to trudne, niemożliwe, a najlepiej to siedzieć na dupie w domu i regaty oglądać tylko w internecie.
A więc ... Rurę 25 mm 1,5 mm ścianki kupiłem w sklepie MITHRIL na Siennickiej 25 (nie żeby kryptoreklama, ale zaopatrzeni są bardzo dobrze,
ceny mają uczciwe i może ktoś ma problem ze znalezieniem)
Wyposażony w materiał przygotowałem podkładki (takie 6 × 4 cm), które będą mocować rurę do pokładu. Blachę na podkładki kupiłem na złomowcu za ok. 3 zł.
Pierwotny plan zakładał elektrodę. Na przystani okazało się, że jest inna spawarka, którą mogę użyć (chyba mig). Wielkiej filozofii z tym spawaniem nie ma. Trzeba dobrze przyciąć rurki później ranty oszlifować w miejscu gdzie będą łączone i dopasować do pokładu. Najpierw złapać na jeden mały spaw, by jeszcze raz ustawić kąt między podkładką a rurką. Złapać z czterech stron spaw i jazda ze spawaniem. Jeżeli rurka jest zamknięta, trzeba w podkładce pod rurką wywiercić otwór, żeby gazy miały gdzie uciekać. Inaczej może rozsadzić spaw.
Giętarka !!! Jak już rufę miałem pospawaną, dyskutowałem z moim darczyńcą spawarki nad zrobieniem kosza. Rozmowę usłyszał prezes stanicy i nagle wyszło, po kilku miesiącach, że od wielu lat jednak istnieje giętarka na stanicy. I to jaka !!! Wielka ciężka i nie straszna jej żadna rura. Zmieniłem plany i postanowiłem kosz wygiąć. Okazało się to strzałem w 10. Co do gięcia to warto ubić piach (mi trochę spłaszczyło rurę). I tak wyszło jakieś 10 godzin, by wszystko zasmarkać ze sobą. Jak na pierwszy raz to wyszło całkiem fajnie. I wiem, że nie jest super równo, że w niektórych miejscach przepaliłem materiał i że zasmarkane za dużo, i nie jak z "salonu". Mam to głęboko w dupie. Po koszach skakałem. Skoro to wytrzymały, wytrzymają wszystko. Nie udało się znaleźć fachowca więc zrobiłem to po swojemu. I nawet się cieszę. Warto się nauczyć czegoś nowego ! Dziś już zaopatrzony w sprzęt do polerowania biorę się za ogarnięcie tych wszystkich smarków.
A przyszłym spawaczom chętnie dam jedną radę. Nie czekajcie, aż ktoś wam zdradzi tajemną wiedzę jak to robić. W internecie jest dużo poradników a samo spawanie (zwłaszcza jak się ma materiał, by się pobawić i spróbować) jest proste. Nie słuchajcie, jakie to jest "niemożliwe" do nauczenia, bo wszystko można ogarnąć samemu ;)
W nocy ktoś mnie pytał, ile mi jeszcze zostało do zrobienia ? Od wczoraj śmiało mogę
powiedzieć, że już mniej niż więcej !
piątek, 9 września 2016
Wyposażenie - oraz jego braki
Z racji wymogów zawartych w regulaminie regat, zdaję raport z wyposażenia, które będę posiadać na regatach (nie liczę rzeczy osobistych – ich będzie niewiele)
Wyposażenie oraz stan na 09.09.2016
Opływanie jachtu: Jacht przepływał ok. 300 godzin w miesiącach: Listopad, Grudzień, Maj, Czerwiec, Wrzesień. Warunki od 0B do 7B.
Zejściówki w trzech formach:
- szczelna (zrobiona z 1 cm poliwęglanu elastycznego),
- połówka (zrobiona ze sklejki)
- przeciwdeszczowa portowa (z elastycznego materiału)
|
Urządzenia
:
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| Środki
ratunkowe : |
|
|
|
|
|
|
Kadłub został wykonany wg projektu z zachowaniem wszystkich wymiarów, w tym grubości poszycia. Na dzień dzisiejszy materiał wypornościowy – poliuretanowa pianka z zamkniętymi porami wypełnia dziób do wysokości okna rewizyjnego (czekam na montaż kosza dziobowego). Komora na rufie jest wypełniona do poziomu pozwalającego na montaż płetw stabilizujących oraz elementów samosteru. Na pokładzie znajdują się handrelingi oraz ucha do wpięć pasów bezpieczeństwa. Maszt wypełniony nienasiąkliwą pianką. Kosz dziobowy i rufowy zostanie wykonany w najbliższym czasie.
Balast – 200 kg. Płetwa balastowa spawana na pióro wpusty wg wymagań ocynkowana.
Żagle: dzięki uprzejmości firmy Ocean Sails posiadam bardzo dobrej klasy Grota oraz Foka. Do uzupełnienia pozostał mi trajsel, fok sztormowy, drugi fok oraz genaker.
Co pozostało do zdobycia/uzupełnienia ?
Co pozostało do zdobycia/uzupełnienia ?
- VHF z DSC
- Kosz dziobowy oraz rufowy
- Środki pirotechniczne
- Samoster główny
- Żagle (genaker, trajsel, fok sztormowy, drugi fok)
- Drabinka rufowa (do awaryjnego gramolenia się na jacht)
- Dokończenie wpienienia komór
- Montaż pompy zęzowej
- Kilka worków na rzeczy
Dodatkowo biorę ze sobą zestaw narzędzi, dodatkowe przetyczki i zestawy naprawcze do kadłuba i samosteru.
Na liście wydaje się mało rzeczy. W jachcie – dziwnie mało miejsca na cokolwiek ;)
Jak wrócę na jacht spiszę resztę rzeczy, o których mogłem zapomnieć !
środa, 7 września 2016
Hel Hel Hel
środa, 24 sierpnia 2016
Majówka i przed majówką
Postanowiłem odświeżyć Bloga.
Sezon trochę mnie wykończył, ale już ostatnia prosta i niedługo wracam do Gdańska łączyć wszystkie elementy zebrane przez wakacje w jedną całość.
Gdy to nastąpi, uciekam w morze !
Najpierw kilka informacji co działo się od wiosny do lata:
Po wypełnieniu masztu przyszła pora na wyposażanie. Spisałem Check listę, wstępne rachunki... wyszło dużo za dużo. Plany wiszą na włosku. Szukam, co może być niepotrzebne bądź zbędne. Na odstrzał poszedł bączek — mały ponton. Pozostanę przy zwykłym podarowanym od znajomych. Duży problem do niedawna — zasilanie. Jak napędzić wszystko, co będzie potrzebne ? Lampa topowa nie pobiera wiele energii, jednak AIS swoje potrafi wciągnąć. O pancernym laptopie nie wspomnę, bo 3-4 A to więcej niż ekspres ciśnieniowy :) Kilka nocy spędzam na obliczeniach. Ile tego prądu będzie potrzebne ? Wybór pada na 100-watowy panel oraz akumulator minimum 80 Ah. Z pomocą przychodzi firma Columbus Energy, obiecała zamontować zestaw, który wytrzyma regaty przez Atlantyk. Miło jest dostać wsparcie od najlepszych. Prócz prądu dostałem mnóstwo pozytywnej energii do dalszego działania. Dzięki sprawnej organizacji firmy oraz wielkiej pomocy pani Ewy kilka dni przed wodowaniem Meluzyna otrzymała wspaniały zestaw, o którym napiszę więcej później.
Wodować miałem się w czwartek, jednak plany jak zawsze pozostają tylko planami. Dostałem telefon. Dźwig będzie we wtorek. Po krótkim namyśle stwierdzam, że czas spiąć pośladki i zdążyć. Jak się później okaże, właściwie wiele pracy nie było przed wodowaniem. Jedyne czego żałuję to, że wciąż nie mam okuć na dziobie i rufie. Przy fali byłyby przydatne, jednak wszyscy umiejący spawać albo nie mają czasu, albo chęci :) (nie licząc specjalistów, co za 2 rurki chcą tyle, co za budowę całego jachtu). Jak będę mieć chwilkę, chyba sam do tego siądę. Kuchenka się trzyma do dziś to i kosz dziobowy wytrzyma.
Przed wodowaniem zeszlifowałem dno, położyłem biały poliuretan marki Hempel a 8 godzin później czarny antyporost. Tego drugiego zeszło całe pół litra (czyli tyle, co nic ;) ). Małe zakupy w wiadomym sklepie wszystkich żeglarzy — armatorów i zdobyliśmy pojemnik na nowego AGM-a podarowanego od sponsora. Przyszła pora na liny...
Obliczenia, wyceny... kurcze znów kupa kasy. Kto ma statki, ten ma wydatki. Jak mamy gnać to trzeba odpuścić sobie fały z polipropylenu. Udaję się do sklepu Sail Shop (znalazłem przypadkiem) mają całkiem przyzwoite ceny i miłe podejście do regatowców amatorów. Przy okazji dziękuję za pomoc w doborze lin, bloczków oraz za śrubki ! :)
Z moją Kasią popłynęliśmy na zatokę. Wzięliśmy również udział w Żeglarskim Pucharze Trójmiasta. Rekordów prędkości nie było, jednak świetnie się bawiliśmy i chyba o to chodzi w tych regatach. Myślę, że trochę dużo by opowiadać, więc zamieszczę po prostu zdjęcia :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)





























