.

.

czwartek, 3 marca 2016

Wykończenia cd.


Czuwaj ! 

Postanowiłem nadrobić blogowe zaległości :) 
W środku zaczyna przypominać jacht. Na początek zacząłem od opróżnienia komór ze styropianu i tak jak podejrzewałem ... bajzel był nie mały. Drobne śmieci oraz papier są najczęstszą przyczyną zatykania pompy zęzowej a w razie niemca może się przydać. Styropian zastąpię pianką poliuretanową. Jest trudniej dostępna, ale nie kruszy się jak szalona wszystko w zwartych kawałkach.



Później postanowiłem zmienić kolor wnętrza. Całość pomalowana w kolejności : 
1. Bondex wood preserver (antygrzybiczny środek)
2. Epinox 12 (straszny syf - grunt dwuskładnikowy)
3. Jotun hardtop złamana biel (poliuretanowa farba) x3 
Prócz jachtu wymalowałem sobie włosy, oraz wszystkie ciuchy robocze jakie miałem. Warto wydać niecałe 100 zł na dobrą maskę z filtrami do oparów osiągających wrzenie w temp ok 60 st C - opary benzyny i inne świńskie chemikalia. Jak już czujemy że wdychamy przez maskę opary to ją wymieniamy. 




A po drodze jeszcze obciąłem podstawę stołu - stwierdziłem że i tak wszystko będzie robione jak praca domowa - na kolanie, po usunięciu tego elementu dojście na dziób okazało się łatwe oraz przyjemne. Trzeba jeszcze zorganizować jakieś siatki na szpej i jakoś ten dziób urządzić bo ostatnio miejsce raczej służyło wrzucaniu wszystkiego co aktualnie niepotrzebne. Przy wyciąganiu robił się jeszcze większy bajzel i tak w kółko.




Nie wiem jak inni mają, ale na zimę zatkałem papierem otwory na szpilki do balastu. Z dworu strasznie ciągnie od nich. Później położyłem jeszcze podłogę. Strasznie irytują wbijające się w nogi denniki zwłaszcza jak się maluje i od godziny człowiek siedzi zgarbiony uważając żeby się sam nie pomalował.


Po wymalowaniu wszystkiego przyszła wielka ulga. W końcu prace na jachcie zaczną być przyjemne, lekkie i spokojne :) oczywiście do czasu balastu... 




Brożka się śmieje że wyrzucę te dywaniki po pierwszym rejsie. Nie wyrzucę ! kultura na salonach musi być ! 


Poszyłem kieszenie boczne. Moim zdaniem najbardziej użyteczne "półki" jakie można zainstalować na takim jachcie. Wszystko z cordury kupionej na alledrogo.pl. Drogo nie było, szyło się szybko, super sprawa ! 


W szale szycia, zakupiłem folię 3mm wszyłem rzepy których drugą stronę nakleiłem na jacht. taka miękka zejściówka będzie świetna w deszczowe dni w porcie bądź jak będzie zawiewać. Trzyma mocno i wygląda elegancko. Przede wszystkim wpuszcza mega dużo światła !!! 

Skoro już o świetle mowa, nad sufitem zawisł piękny żyrandol kupiony wiele wiele lat temu na mój pierwszy jacht. Odkopałem go pół roku temu na strychu. I tu chyba warto chwilkę poświęcić. Dla czego nie instaluję świateł bezpośrednio pod akumulator ? powód jest dość prozaiczny. Wiele jachtów jakie miałem w swoich rękach robione polskim systemem gospodarczym najczęściej miały tak że akumulator rozładowywał się ok 8 godzin po odłączeniu kabla. A to woda zalała, a to był podłączony akumulator żelowy z kwasowym i jeden zjadał drugi, albo jeszcze milion innych problemów. Mała ledówka kupiona po 5 zł szt. daje tyle światła, że wystarczy nawet na nawlekanie nici na igłę. Jak się zepsuje to idzie do kosza i wyciąga się nową. Baterie wystarczą na tydzień świecenia non stop. Warto też rzucić okiem na test baterii : 

https://www.youtube.com/watch?v=t0865bHyRjQ

Z plusów które zadecydowały o takim oświetleniu :
+ Szybka "naprawa przy awarii"
+ można używać akumulatorki
+ nie doprowadzi do zwarcia instalacji
+ kosztuje tyle co dioda do instalacji 
+ brak kabla 

Na zatoce się sprawdziło, zobaczymy co będzie dalej.



Ostatnią rzeczą którą stworzyłem ostatnio jest kuchenka (a raczej jej prototyp) zacząłem naukę spawania. Super zabawa !
Pozdrawiam 

Paweł



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz